Mój pierwszy zastrzyk adrenaliny (bungee)

Jeszcze będąc na studiach, jak chyba każdy chciałem zrobić coś uchodzącego za szalone. Coś na co nie każdy się odważy. Nie jest to co prawda jakaś nadzwyczajna sprawa ale pozwalająca sprawdzić siebie w niecodziennej sytuacji. Skok adrenaliny murowany. Wybór padł na najwyższe wtedy bungee w Polsce czyli skok z 90 metrów! Do wyboru miałem dwie lokalizacje – Warszawa i Zakopane. Zdecydowałem się, że skok z widokiem na Giewont będzie ukoronowaniem tygodnia spacerów po górach. W tamtym czasie dźwig do bungee stał u stóp Gubałówki, tuż przy stacji kolejki. Przez prawie cały pobyt przechodziłem tamtędy, chyba po to żeby się oswoić z tą decyzją. Dodam, że mam lęk wysokości co dodatkowo potęgowało strach przed rezygnacją tam na górze.

Nastał dzień prawdy. Od samego początku nie miałem żadnych obaw, że jest to niebezpieczne. Żadnych zmartwień dotyczących liny czy szarpnięcia (nic nie szarpie). Dodatkowo zmotywowała mnie Natalia mówiąc, że też skoczy. Oczywiście, żeby nie było niedomówień i jako prawdziwy dżentelmen puściłem ją pierwszą.

Jak przed każdą walką, najpierw odbywa się ważenie, zaraz potem dobór odpowiedniej liny i już Natalia wjeżdża wagonikiem na 90 metrów. Furtka się otwiera, seria zdjęć i poleciała!!! Myślę sobie „skubana skoczyła” i teraz choćby nie wiem co nie mogę odpuścić. Pytam ją jak wrażenia i idę się zważyć.

Od momentu kiedy zaczynałem jechać wagonikiem, pamiętam wszystko jakby trwało z miesiąc. Mój umysł szalał, dokonywał miliardów wyliczeń sytuacji w jakiej się znalazł. Najpierw próbowałem podziwiać panoramę (jakkolwiek to brzmi), szukałem sposobu żeby myśleć o czymś innym. Niestety to nie pomogło i wtedy spojrzałem w dół! W życiu nie myślałem że to tak wysoko, ci ludzie na dolę są jak czarne kropeczki.Zacząłem uporczywie rozmawiać z Panem z obsługi. Myślałem, że go zagadam i zapomnimy o skoku. Zasada była prosta on krzyczy 3… 2…. 1….. bungee i mam skoczyć bo po trzech próbach zjeżdżamy w dół.

Po pierwszej próbie jednak udało mi się go zagadać hehe i odeszliśmy od tej zasady. On wiedział, że mam taką determinację, że skoczę, choć trwało to troszkę dłużej niż u Natalii. Ten moment kiedy stałem na krawędzi i zacząłem się przechylać zapamiętam do końca życia. Jeszcze jak się stoi to organizm wręcz krzyczy, wyrywa się żeby powstrzymać rozum. Niesamowite uczucie, wystrzał adrenaliny i wiooo, lecimy ! Dosłownie w ułamku sekundy, gdy traci się grunt wszystkie strachy odchodzą w niepamięć a poziom euforii skacze do niebotycznych wartości. Coś pięknego.

Kiedy człowiek już staje nogami na ziemi i próbuje dojść do siebie przychodzi pierwsza myśl Zrobiłem to! Mogę jeszcze raz?!. Mam lęk wysokości, do tej pory nie miałem okazji znajdować się w skrajnych sytuacjach z punktu widzenia organizmu. Do całego skoku podszedłem, żeby się sprawdzić. Żeby spróbować pewną granicę siebie przesunąć na inny pułap. Pisząc ten tekst po latach myślę, że mi się udało. Ten skok był katalizatorem do szukania wyzwań, których w kolejnych latach systematycznie sobie dostarczałem. W tym roku też coś się szykuje!bungee dyplom

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *