Rowerem dookoła Gór Świętokrzyskich – dzień 2

bizonPo wczorajszych burzach nie było już śladów, przez okno wdzierały się promienie słoneczne a pod drzwiami miejscowy dachowiec domagał się śniadania. Wystawiłem jeszcze buty żeby się dosuszyły i zacząłem się zbierać. Pozostał mi jeszcze tylko doprowadzić do porządku rower, na którym wciąż znajdowały się spore ilości piachu i błota a po smarze nie było śladu.  Tak rozpocząłem drugi dzień mojego wyjazdu.

Wyspany, suchy ale i głodny pożegnałem swoich gospodarzy. Po poranne zakupy udałem się kilka kilometrów do pobliskiej mieściny. Co gorsza okazało się, że nie mam ze sobą smaru do łańcuchów który został w domu, a znalezienie czegoś takiego  w miejscowości o liczbie mieszkańców nie większej niż tysiąc graniczy z cudem. Jednak jak głód zaczyna cisnąć to i szuka się szybciej.

wąwóz

Wąwóz

dzień 2 śniadanie truskawki

Na śniadanie udałem się nad zbiornik Chańcza, gdzie moi gospodarze mają kawałek działki wraz z altanką i miejscem na ognisko. Dla lepszego humoru na deser zafundowałem sobie miejscowe truskawki. Tak naładowany wybrałem się już w swoim kierunku, pierwszym punktem tego dnia była zagroda bizonów w Kurozwękach.

Kurozwęki

Pierwsze wzmianki o wybudowanym tu zamku pochodzą z XIV w, początkowo był to owalny kamienny mur, którego otaczały drewniane zbudowania. Został położony na niewielkiej kępie ponad okoliczne bagniste łąki. W kolejnych wiekach był systematycznie rozbudowywany, dobudowano  wieżę, kolejne budynki a także wymieniono drewnianą zabudowę wewnątrz dziedzińca. W XVIII w. rozpoczął się proces zmiany charakteru dotychczasowego zamku z mieszkalno-obronnego na klasycystyczną rezydencję jaką możemy podziwiać dziś. Po drugowojennych latach dewastacji, pałac w 1991 r. powrócił w ręce spadkobierców ostatnich właścicieli. Od tej pory jest powoli odrestaurowywany i zaczyna pełnić funkcję hotelarsko-restauracyjno-turystyczne.

stado bizonów kurozwęki

Najmłodszy cielak miał raptem kilka dni.

kurozwęki pałąc kurozwęki bizony

I właśnie ta trzecia funkcja przywiodła mnie w te rejony. Obecny właściciel w roku 2000 sprowadził z Belgii bizony amerykańskie. Stado od tamtej pory rozrosło się z 20 sztuk do około 60. Bizon w przeciwieństwie do naszego żubra, nie ma praktycznie żadnych wymagań co do hodowli. Wytrzymuje znacznie bardziej ekstremalne temperatury niż te panujące w naszym kraju, zarówno latem jak i zimą. Co jakiś czas wystarczy podsypać im zimą owsa. Podobno mięso z bizona jest bardzo zdrowe, zawiera mniej kalorii, tłuszczu, cholesterolu niż wołowina.

Pałac w Kurozwękach posiada obecnie bardzo bogatą ofertę skierowaną głównie do dzieci. Mamy place zabaw, mini zoo (strusie, lamy, kuce itd.) a w lecie duży labirynt z kukurydzy.

Do zagrody z bizonami jesteśmy wożeni ciągnikowozem co 30 min, koszt takiej przyjemności to 8 zł. Więcej informacji na http://www.kurozweki.com/

Ujazd – kolejny zamekkrzyżtopór ruiny

Wracamy na rower. Zostawiając za sobą Kurozwęki trafiłem w tą cześć Gór Świętokrzyskich, która jest mniej zaludniona. Brak dróg krajowych i dużej ilości samochodów, same wioski i pofałdowany krajobraz. Same dobroci. Na odcinku to kolejnego punktu – Zamku Krzyżtopór, trafiłem na pierwsze wzniesienie o takim nachyleniu, że pot lał się strumieniami a rower z przerzutkami ustawionymi na „jedynki” stawiał nadal zbyt duży opór. Grawitacja ściągała mnie w dół, a ja slalomem powolutku parłem w górę. Było to około 100 metrowe przewyższenie, które przyniosło później dużo satysfakcji, a dodatkowo widoki wynagrodziły włożony w podjazd wysiłek. Wzorem Chęcin cały czas wypatrywałem zamku na nowo pojawiających się na horyzoncie wzniesień i jakie było moje zaskoczenie, kiedy w końcu go ujrzałem. Nie leżał na szycie żadnej góry a raczej w dolinie. Widocznie nie znam się o umiejscawianiu zamków.  krzyżtopór komnata krzyżtopór dziedziniec

Sam zamek a raczej ruina zrobiły na mnie takie wrażanie jakiego oczekiwałem – było słynne „łał”. I pomyśleć, że w momencie zbudowania był największą tego typu budowlą w Europie (później pałeczkę pierwszeństwa przejął Wersal) a w pełni swojej świetności trwał tylko przez jedenaście lat!

krzyżtopór widok kabanos z bizona

Zbudowany w latach 1624-1644 przez Krzysztofa Ossolińskiego (rok później zamarł) a już od roku 1655 zamek zaczął popadać w ruinę. Nie ominął go potop szwedzki, konfederacja barska a także kolejne powstania i wojny. Jednak do naszych czasów cudem zachowała się linia murów w aż ok 90 % i dzięki temu możemy spacerując po dziedzińcach i pomieszczaniach spróbować uruchomić wyobraźnię. Przenieść się to czasów Ossolińskich, Wiśniowieckich czy na wesele syna właściciela na którym gościł król Władysław IV. Piękne miejsce, bardzo malownicze i posiadające wiele odniesień m.in. do astrologii. Zamek posiada 4 baszty, 12 sal, 52 komnaty i 365 okien.

Wstęp do ruin – 10 zł

Opatów – czyli lament opatowski, krówki i podziemia

Zaczynało już być późno a ja chciałem odwiedzić podziemia w oddalonym o 16 km Opatowie, posiliłem się kabanosem z bizona i ruszyłem mocno na północ. Wpadłem zgrzany do Opatowa w ostatniej chwili. Dosłownie 5 min przed ostatnim zejściem z przewodnikiem tego dnia. Same podziemia są obecnie dopiero odkrywane. Udostępniona do zwiedzania jest ok 500 metrowa trasa.

opatów podziemia

Swoje powstanie w tak rozbudowanej formie, podziemia zawdzięczają Krzysztofowi Szydłowieckiemu, który uczynił z Opatowa bardzo bogate miasto. Szydłowiecki perfekcyjnie zarządzał tym majątkiem, rozbudował miasto, ściągnął kupców dla których stworzył idealne warunki do handlu. Tutaj krzyżowały się wszystkie okoliczne szlaki handlowe a rynek opatowski uginał się od wszelakim przywożonych dóbr.

Z czasem w okolicznych kamienicach i piwnicach zaczęło brakować miejsca na magazynowanie produktów i wyrobów. Zaczęto drążyć dalsze tunele w lessie. Tak powstały podziemia sięgające kilkunastu metrów poniżej poziomu gruntu, składające się z trzech kondygnacji i ciągnące się przez wiele kilometrów.

Podziemia przez wiele lat zapomniane, przypomniały o sobie dopiero w XX wieku, kiedy to zaczęły pękać budynki i zapadać się ulice. Jedną z przyczyn był prawdopodobnie zwiększający się ruch samochodów. W latach 70-tych podjęto działania zmierzające do zabezpieczenia tuneli przez m.in. obudowanie je kamieniem. Obecnie większość nadal pozostaje nie odkryta, bądź są własnością prywatną (właścicieli poszczególnych budynków). Znajdują się tam nawet 300 metrowe hale magazynowe, w których planowane są restauracje czy winiarnie.młyn wodny

Opatów słynie jeszcze z jednego ważnego w skali kraju zabytku polskiej sztuki odlewniczej. Mam na myśli lament opatowski. Musimy znów tutaj wrócić to wspomnianej wyżej osoby Krzysztofa Szydłowieckiego. Lament opatowski jest to odlana z brązu dwu metrowa płyta nagrobna przedstawiająca 41 osób rozpaczających na wieść o śmierci Szydłowieckiego (wśród nich m.in. król Zygmunt Stary, hetman Jan Tarnowski i biskup Piotr Tomicki). Płyta znajduje się w nawie kolegiaty św. Marcina. Znów miałem szczęście i wyczucie momentu bo po zwiedzaniu podziemi miałem 10 minut do rozpoczęcia się mszy w kolegiacie. Musiałbym godzinę czekać a tak udało mi się na szybko zobaczyć wspomnianą płytę.

W Opatowie warto zaopatrzyć się w jeden z produktów regionalnych a mianowicie krówkę opatowską. Produkowana tu ręcznie od kilkudziesięciu lat, pozostaje wspomnieniem o prawdziwych „krówkach” a nie znaną nam ze sklepów bombą kaloryczną składającą się głównie z syropu glukozowo-fruktozowego.

Nocleg u stóp Łysej Góry

Z lekkim żalem opuszczałem Opatów. Odkrył przede mną wiele ze swoich tajemnic ale pozostał niedosyt. Można było tu spędzić więcej czasu a tak ruszyłem w dalszą podróż. Do zmroku pozostało około dwóch godzin a ja miałem napięty plan. Niestety musiałem zrezygnować z jeszcze jednego ciekawego miejsca – krzemionek opatowskich (kiedyś tam wrócę). Nocleg wypadł mi po dwudziestu kilku kilometrach bliżej Nowej Słupi.

Rozbiłem się w jednym z gospodarstw za domem, z którego miałem idealny widok na pasmo Łysogór i jeszcze ten zachód słońca – idealnie. Przed zmrokiem jeszcze zostałem zaproszony na herbatkę do gospodarzy i czas minął nam na rozmowach o życiu u stóp gór, sytuacji w kraju czyli jednym słowem typowe Polaków rozmowy.

krajobraz świętokrzyski świętokrzyska wieśświętokrzyskie zachód słońca góry świętokrzyskie nocleg

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *