Rowerem wzdłuż wybrzeża – szlak latarni morskich dzień 4

latarnia czolpino

Przed nami był najciekawszy odcinek całego wyjazdu. Była to również największa niewiadoma – „Czy przejedziemy przez Słowiński Park Narodowy?”, „Czy było ostatnio wystarczająco sucho?” te pytania powtarzaliśmy sobie ciągle przez poprzedni dzień. A chodziło o słynny odcinek Kluki-Izbica-Łeba. Ale o tym czy udało nam się przejechać przez bagna i czy nie musieliśmy nakładać kilometrów pisze w dalszej części :)

A więc… wstaliśmy i zamiast ruszyć dalej, zawróciliśmy do Ustki. Duża porcja makaronu na śniadanie była nam zdecydowanie potrzebna a i smaki inne niż mielonka z keczupem pozwalały rozkoszować się porankiem. Po doładowaniu węgli, najedzeni i zmobilizowani ruszyliśmy w stronę Rowów. Jechało nam się bardzo dobrze, bez specjalnych trudności. Należy tylko pamiętać, że w miejscowości Zapadłe :) można się skierować w stronę Orzechowa, gdzie trzeba przejechać przez teren ośrodka wypoczynkowego :). Można tym sposobem skrócić drogę, która prowadzi przez las (więcej o charakterystyce całej trasy napiszę w osobnym wpisie).

Las może nie za duży, ale zgubić się można ;) Dojeżdżając do jednego ze skrzyżowań leśnych ścieżek, zobaczyliśmy grupkę ok 10 rowerzystów którzy jeździli w tą i z powrotem, aż poprosili nas o pomoc. Okazało się, że była to jakaś niemiecka wycieczka, której przewodniczką była Polka.  Chcieli dojechać do Poddąbia i nie wiedzieli jak. Przez najbliższe kilometry ja pełniłem rolę przewodnika i prowadziłem całą kolumnę aż do pożądanej miejscowości :)

okolice poddabia jezioro gardnoskansen w klukach

W Rowach uzupełniamy zapasy, Natalia stuningowała rower – dodając wiatraczek :), kupujemy kolejne pocztówki. Gotowi do walki wkraczamy na teren Słowińskiego Parku Narodowego. Pierwszy odcinek był dość żmudny, trochę piachu i dużo korzeni. Fajnie komponowały się pośród drzew jeziorka Dołgie Duże i Małe, widziałem też chyba najwyższe w swoim życiu paprocie. Szlak nie był zbyt popularny, wszyscy jechali w stronę Smołdzina, my oczywiście musieliśmy zboczyć i zaliczyć kolejną latarnię :)

Do latarni w Czołpinie dojechaliśmy dawną drogą latarników. Niestety pod same drzwi rowerem się nie dotrze, trzeba było w lesie zostawić nasze rumaki i pokonać kilkadziesiąt piaszczystych stopni już o własnych nogach.

Zostawiając za sobą latarnie, obraliśmy kierunek na Kluki. Krajobraz z lesistego zmienił się na malownicze łąki, by przed samą miejscowością znów wjechać do lasu. Na początku wsi mijamy cmentarz mieszkańców okolicznych terenów z początku XX w.

Izbica krajobraz jezioro dolgie male izbica jezioro lebsko drzewa w slowinskim PN

Głodni zatrzymujemy się pod sklepem gdzie oczywiście delektujemy się kanapkami. Pani która prowadziła sklep robiła również dla chętnych pierogi z jagodami. Szybkie spojrzenie na siebie i decyzja – bierzemy :) Niestety zawartość kieszeni szybko sprowadziła nas na ziemię. Musieliśmy podziękować i ruszyliśmy do skansenu. Tu też okazało się, że niczego nie zwojujemy, stać nas było tylko na jeden bilet. Decyzja mogła być jedna wracamy do p. Marioli na pierogi. Wysypujemy jej wszystko co mamy, a ona dorzuca jeszcze coś od siebie i za ok 14 zł zjadamy dwa talerze przepyyyyysznych pierogów z jagodami! :)

szlak kluki Izbica

Pozytywnie naładowani ruszamy na koniec wsi, gdzie początek bierze szlak biegnący do Izbicy. Jest on przejezdny tylko pod warunkiem kilku suchych dni w przeciwnym razie trzeba zawrócić i nałożyć kilkanaście kilometrów. Wiedzie on bowiem ok 8 kilometrów przez bagna i łąki (polecam pozakładać coś z długim rękawem i solidnie się popsikać jakimś DEETem). Pamiętajcie, że wszystko co lata chce was pogryźć ;) sugeruję również przypomnieć sobie słownik wulgaryzmów – zdecydowanie wyrecytujecie cały po kilka razy :] Ścieżka jest zazwyczaj szerokości roweru, często jedzie się tunelem pośród wysokich traw. Trafiają się też momenty gdzie lepiej rower przenieść, bo w błocie można prawie po kolana się schować. Przejazd przez ten fragment był na pewno jednym z najciekawszych doświadczeń, trasa niezwykle malownicza i po prostu piękna. Jeśli czujesz się na siłach i pogoda dopisuje to zdecydowanie polecam zmierzyć z odcinkiem z Kluk do Izbicy.

Za Izbicą słownika nie wyrzucaj! Na drodze czeka Cię mnóstwo piachu! Przejazd od Kluk do granicy parku w miejscowości Żarnowska zajął nam 3 godziny. Jeszcze kilka chwil i przed 21 meldujemy się w Łebie. Wydmy muszą poczekać na następny dzień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *