Rumunia – prolog

Nareszcie zebrałem się, żeby napisać o mojej najważniejszej wyprawie z roku 2016. Pod koniec lipca razem z kolegą wybrałem się do Rumunii, żeby przejść cały masyw Gór Fogaraskich/Fogaraszy czyli najwyższej części Karpat poza Tatrami. Był to tylko główny cel wyprawy, dodatkowo chcieliśmy podążyć śladem polskich górników w północnej Rumunii, poznać codzienne życie Polaków w zachodnio-południowej Ukrainie oraz zwiedzić najbiedniejszy kraj Europy czyli Mołdawię. A wszystko to w 16 dni.

Dlaczego Góry Fogaraskie

Cały plan wyjazdu dość mocno wyewoluował z pierwszego pomysłu.  Zaczęło się rok wcześniej gdy w jeden dzień przeszliśmy naszą Orlą Perć i zaczęliśmy kombinować gdzie można pojechać w dzikie góry, bez takiej ilości ludzi na szlakach, z możliwością noclegu na dziko itp. Do wyboru mieliśmy dwa miejsca – Ukraińską część Karpat oraz właśnie Fogarasze w Rumunii. Większym i ciekawszym wyzwaniem wydawał się wyjazd do kraju Drakuli i właśnie tam podążyliśmy.

Transport

Jedynym ograniczeniem podczas całego wyjazdu była dla nas czas. Musieliśmy zmieścić się niestety w dwutygodniowym urlopie a jednocześnie starać się żeby nie wydać majątku na dojazdy.

Pierwszym założeniem było jak najszybsze dojechanie do centralnej Rumunii, w okolice miasta Sybin, gdzie początek ma czerwony szlak. Początkowo szukałem inspiracji w Internecie jak inni się organizowali. Najczęściej pojawiała się opcja samochodowa, co u nas nie wchodziło w grę. Komunikacja lotnicza czy pociągi/autokary wychodziły mało ekonomicznie. Poza tym kto by chciał kilkanaście godzin siedzieć w busie.

Padło na transakcję wiązaną przez Ukrainę. Teraz mogę już powiedzieć. Dojazd do początku szlaku z Warszawy planowaliśmy na dwa dni i się udało, jednak okazało się, że taki plan był zbyt ambitny. Pomógł nam przypadek (złapaliśmy w Rumunii stopa na ponad 300 km ale o tym później) bo w innym razie trzeba liczyć 3 dni.

Z Warszawy zabraliśmy się blablacarem aż do Tarnopola co okazało się starzałem w dziesiątkę. Jechaliśmy w nocy, małe kolejki na granicy i już w sobotę o 9 rano byliśmy na miejscu . Do końca wyjazdu jeździliśmy marszrutkami (Ukraina i Mołdawia), stopami, taksówką a także raz autokarem z Rumunii do Mołdawii. Wiele kilometrów pokonaliśmy oczywiście również pieszo ale o tym wszystkim opowiem w kolejnych wpisach.

Noclegi

W dniu wyjazdu nie mieliśmy zarezerwowanego żadnego noclegu. Polegaliśmy głównie na spontaniczności decyzji, bo zawsze w razie problemów mamy przecież w plecaku namiot a to już daje trochę wolności!

Natomiast już w trakcie wyjazdu finalnie nocowaliśmy w dwóch płatnych miejscach. Jedną noc po zejściu z gór w Braszowie (ach ten prysznic) i 3 noce w Kiszyniowie (Airbnb).

Nasz prowiant na 7 dni w górach

Wyżywienie

Z domu zabraliśmy tylko wyliczone i popakowane jedzenie dla dwóch osób do przetrwania przez 7 dni w górach – były to płatki owsiane, orzechy, kasza, oliwa itp. Pozostałe posiłki to już według uznania – targowiska, sklepy, knajpy itd.

Było spontanicznie, były wyzwania, skoki adrenaliny, relaks i wszystko co składa się na wyjazd we wschodnie rejony Europy.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *