Włochy: Magia wieczorów

degustacja serów w RzymiePewnie nie raz słyszeliście o temperamencie ludzi z południa. Od zawsze Włosi są nam przedstawiani jako żywiołowi, ekspresyjni i żyjący chwilą. Część z tych cech można zaobserwować np. na zwykłej włoskiej ulicy, jednak my chcieliśmy czegoś więcej. Chcieliśmy sprawdzić na ile ten obraz rodowitego Włocha odpowiada rzeczywistości. A chyba nie ma lepszego sposobu jak spędzić typowy wieczór w towarzystwie miejscowych i jak to bywa w podróży – udało się przypadkiem :) 

Poruszaliśmy się po wąskich, włoskich uliczkach, chwytając każdą chwilę będąc w Rzymie. Było już jak na polskie warunki dość późno, wskazówki zegara zbliżały się do pokazania godziny 22. Dzielnica gdzie mieszkaliśmy, za dnia była bardzo spokojnym i urokliwym miejscem. Codziennie można była zaobserwować ten sam poranny rytuał. Najpierw szybka kawa a później wizyta w Tabaccheria żeby puścić szczęśliwy los we włoskiej loterii. Wieczorami było jeszcze spokojniej, pootwierane raptem kilka barów i restauracji. Na ulicach pustki. Szwendaliśmy się więc, zaglądając w okna „fast-pizzerii” czy pubów, aż w końcu na jednym na malutkich skrzyżowań usłyszeliśmy gwar i zaraz ujrzeliśmy tłum ludzi. Lokal przypominający warszawskie Przekąski Zakąski ściągnął do siebie chyba wszystkich z okolicy. Nie trzeba było nas specjalnie zachęcać i po chwili już staliśmy  przy barze.

Wśród biesiadników mieliśmy cały przekrój społeczeństwa, od rodzin z dziećmi, po młodzież i osoby starsze. Lokal nie był za duży, raptem kilka większych stolików i dodatkowy blat przy oknach. Mieli duży wybór alkoholi oraz jedzonka a był też co ciekawe połączony ze „sklepem” mięsno-serowym. Można było sobie do piwa lub wina zamówić zestaw serów lub wędlin – pyyycha :) Atmosfera była iście rodzinna, wszyscy wchodząc żywiołowo witali się z szefem lokalu który dbał o każdego gościa i tylko my się lekko wyróżnialiśmy z pośród tego gwarnego towarzystwa. Barmanki mimo, że młode to z angielskim nie za bardzo miały po drodze. Generalnie wszyscy byli zdziwieni z naszej obecności, pytali się skąd tu się wzięliśmy ;) Dopiero gdy usłyszeli, że mieszkamy u włoskiej rodziny w okolicy to nieco bardziej się otworzyli. Z ciekawostek jeszcze powiem, że wino w karafkach i kanapki ze schabem były za darmo w wersji nielimitowanej :) Dobrze, że nie wiedzieliśmy tego od początku bo było ryzyko, że za bardzo popłyniemy…

Zapraszam na ulicę Via Pausania do lokalu bez nazwy a przynajmniej my jej nie zapamiętaliśmy.

P.S. Przypadkiem odkryłem, że nagrałem filmik z powrotu. Oboje doszliśmy do wniosku, że trafi do folderu „Którego Nazwy Nie Będzie Wolno Nam Wymawiać”…Chyba, że Natalia mi podpadnie, to wstawię to na Youtube :D:D:D

nocne życie Rzymu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *